Możemy całe życie przyjmować jak prezent i być wdzięczni za rzeczy , które posiadamy.Możemy cieszyć się z tego , że inni także coś posiadają i że otrzymujemy rzeczy,których rzeczywiście potrzebujemy, obojętnie, czy zasłużyliśmy na nie, czy nie.
niedziela, 2 października 2011
jasne strony życia: Higiena mentalna
Higiena mentalna
Często spotkać można pojęcie higieny czegoś, np. ciała czy jamy ustnej, i chodzi o trzymanie tego we właściwym stanie. Tego samego wymaga umysł i dbanie o jego „zdrowie” nazywam właśnie mentalną higieną.
Polega ona przede wszystkim na robieniu jednocześnie tyle, ile możemy zrobić skutecznie. Jeśli coś jest ważniejsze od innych rzeczy, zróbmy to najpierw. Jeśli potrzeba ustalmy priorytety wykonywania zadań, a jeśli nie radzimy sobie z czymś, rozwiązaniem może być przełożenie tego na później oczywiście robiąc to. Odradzam odwlekanie w nieskończoność. Zawsze istnieje właściwa kolejność działań pozwalająca osiągnąć upragniony wynik.
Inny element mentalnej higieny to całkowita szczerość wobec siebie. Śmiało stawiajmy sobie sprawy jasno, zwłaszcza te trudne, i nie przejmujmy się, że dotąd być może nie byliśmy tacy, jak chcielibyśmy. Każdy stale się rozwija i może się zmienić, a ujawnienie przed samym sobą rzeczy trudnej jest pierwszym krokiem do jej zmiany. Świadczy to też o wielkości człowieka. Oszukiwanie się jest o wiele łatwiejsze od szczerości, ale zmiana przy nim jest wykluczona.
Kolejna sprawa to wybór tego, o czym myślimy w tak świadomym stopniu jak umiemy. Pisałem o tym w cz. 3. Szczególnie ważne jest myślenie o rzeczach pozytywnych i unikanie negatywnych. Jeśli już trzeba myśleć o tych drugich to zalecam do nich przynajmniej neutralność, a najlepiej wielki dystans.
Wiem, że źródeł negatywności niezależnych od nas jest wiele, ale często nieświadomie sami się ich trzymamy. Weźmy na przykład wiadomości w telewizji. Wielu ludzi dzień bez nich uważa za stracony, a tam jest mnóstwo negatywów – morderstwa, porwania, powodzie lub pedofilia to tylko mały ułamek. Pozytywów jak na lekarstwo, a tą samą negatywną papkę wałkuje się stale jakby odbiorcy nie wiedzieli, jak wyglądają zniszczenia po powodzi czy przestępca prowadzony do sądu.
Pamiętajmy, że roztrząsając okropieństwa w żaden sposób nie pomagamy ich ofiarom, co podkreśla „Naukowa metoda wzbogacania się”. One i tak znikną w toku naturalnego rozwoju ludzkości, a roztrząsanie ich jest bezsensowne, bo tylko opóźnia ten zanik. Przyspiesza go natomiast oddanie się rozwiązaniom tych problemów i to jest najlepsza rzecz, jaką można zrobić dla rozwoju siebie i innych ludzi w tych sferach.
Jeśli czujemy, że negatywność dominuje w naszym życiu polecam przyjrzeć się dokładnie, co robimy codziennie i jak to na nas działa. Negatywne wpływy potrafią zacząć się jeszcze rano i zebrać w ciągu dnia do tego stopnia, że w pewnej chwili mamy dosyć wszystkiego i wszystkich. W/w analiza pozwala je poznać i pomóc w zastąpieniu skuteczniejszymi rozwiązaniami, np. wcześniejszym wstawaniem, żeby zjeść śniadanie spokojnie zamiast „w biegu”.
Dzisiaj wielu ludzi ogarniętych chorym wyścigiem szczurów chce zrobić i mieć coraz więcej w coraz krótszym czasie. Jest to chora rywalizacja powodująca straszny chaos we wnętrzu człowieka. Może być tak wielki, że np. przy spacerze po lesie nie słyszy się śpiewu ptaków, lecz ciągłą gonitwę myśli.
W zbyt szybkim tempie życia system nerwowy bombardowany jest tak wielką ilością informacji, że zapomina, czym jest cisza i działa stale na najwyższych obrotach. Jest to bardzo szkodliwe, nieprzyjemne i tak nie da się żyć szczęśliwie. Jeśli pragniemy wzbogacić się w opisany w „Naukowej metodzie wzbogacania się” twórczy sposób, za konieczne uważam wyrobienie sobie własnego sposobu działania, zwłaszcza optymalnego tempa i wewnętrznego porządku.
W mentalnej higienie ważna jest też obserwacja, zwykłe bezstronne postrzeganie, zwłaszcza swojego ciała. Można ją rozwinąć jak świadome myślenie. Pozwala nam ona doświadczyć ciszy, której tak wielu ludzi zdaje się bać i próbuje zabić, np. puszczając głośno muzykę z komórki nie licząc się z tym, że komuś może to przeszkadzać i jeszcze oburzając, gdy się to wytknie. A cisza to nic innego jak jedna z naturalnych potrzeb człowieka. Nawet w myśleniu potrzeba przerwy, bo zbyt długie jest wyczerpujące.
Poza tym obserwacja ogniskuje naszą uwagę tu i teraz. Dzięki niej widzimy też, że jesteśmy niezależni od naszych myśli i emocji, że są one tylko częścią nas. Często jednak nieświadomie utożsamiamy się z tymi negatywnymi tak, że przejmują nad nami kontrolę. Wtedy sądzimy wręcz, że jesteśmy nimi. Polecam tekst, który pomógł mi to zrozumieć.
Co więcej obserwacja bardzo pomaga dostać dane od intuicji, a to łatwiej osiągnąć, gdy nie myślimy o niczym konkretnym. Intuicję ma każdy i dzięki niej dostajemy dane od podświadomości. Intuicja daje zatem dostęp do wszystkich informacji, jakich możemy potrzebować i o wiele większej ich liczby niż świadomość.
Przejmowanie się dostaniem właściwych odpowiedzi tylko utrudnia ich otrzymanie. Chyba każdy miał tak, że z każdej możliwej strony analizował jakiś problem i nie mógł znaleźć jego rozwiązania, aż dał spokój. Ono z kolei przychodziło nagle później. Myśląc nad problemem potrafimy być nim tak zajęci, że nie słyszymy intuicji. Przebija się ona najczęściej, gdy już skończymy.
John Kehoe w swojej książce pt. „Mind power into the 21st century” pisze, że wszyscy wielcy ludzie ufają i używają swojej intuicji. Wspomina np., że Ray Kroc kupił sieć McDonald’s wbrew radom swoich prawników i księgowych, bo czuł, że był to właściwy ruch. Nie mylił się – te wówczas kilka restauracji z czasem zrobiło z niego multimilionera.
Intuicja „mówi” na różne sposoby, ale dane od niej zawsze dają się poznać po swojej jakości i uczuciach, jakie wywołują. Euforia, pewność i wszechogarniające poczucie typu „to jest to!” odróżniają intuicyjne informacje od innych myśli.
Intuicyjne odpowiedzi przychodzą często:
- w najmniej spodziewanych momentach
- w snach – ich zapamiętywanie i interpretacja to oddzielny szeroki temat; można o nim znaleźć wiele informacji w Internecie, np. senniki
- przed zaśnięciem i po spokojnym obudzeniu się; świadomość jest wtedy wyciszona, przez co intuicji łatwiej się przebić.
Sposób, w jaki intuicja „mówi” konkretnie do nas możemy odkryć na podstawie przeszłych danych od niej. Wystarczy przypomnieć sobie, jakie cechy miały takie nietypowe informacje inne od większości danych w nas, których posłuchanie okazywało się trafne.
Być może słyszeliśmy jakiś wewnętrzny głos, widzieliśmy coś nagle lub czuliśmy potrzebę zrobienia czegoś. Mogło być też wiele elementów jednocześnie. Z własnego doświadczenia wnioskuję, że intuicja wykorzystuje najczęściej te kanały komunikacji, do których jesteśmy przyzwyczajeni najbardziej. Np. ja jestem słuchowcem w 1. i kinestetykiem w 2. kolejności i wskazówki od intuicji dostaję najczęściej w postaci wewnętrznego głosu, czasem w połączeniu z przeczuciem w ciele.
W/w analiza pokaże nam, że intuicyjny wgląd dostawaliśmy częściej niż mogliśmy sądzić i miał on pewne wspólne cechy. Gdy je znamy, jest to naprawdę wartościowa wiedza, bo intuicję możemy poprosić o rozwiązanie dowolnego problemu. Róbmy to śmiało w sposób, jaki nam pasuje, np. wizualizacją lub słowami w myślach. Ważne jest, aby być całkowicie pewnym dostania skutecznego rozwiązania, bo to ułatwia jego osiągnięcie.
Przekonania pokroju poniższych również będą pomocne w otworzeniu się na intuicję:
- intuicja stale działa we mnie i bardzo mnie to cieszy
- intuicja ma dostęp do każdej informacji, której potrzebuję i daje mi ją we właściwym miejscu i czasie
- jestem stale otwarty na intuicję i wyraźnie słyszę każdą informację od niej
W szkołach uczy się mnóstwa wiedzy racjonalno-logicznej, jednak nią nie da się rozwiązać wszystkich problemów, z którymi stykamy się w życiu. Wtedy z pomocą przychodzi intuicja. O niej szkoły niestety nie uczą, zatem kwestią naszego własnego wkładu jest aktywować pełnię jej możliwości.
Uważam, że zdecydowanie warto to zrobić, bo w pełni rozwinięta intuicja to jedna z najpotężniejszych umiejętności, jakie może mieć człowiek. Daje nam ona niezawodne przewodnictwo wszędzie tam, gdzie racjonalizm i logika „wymiękają”. Nie namawiam oczywiście do porzucenia ich, bo też są potrzebne, ale sugeruję, że sprowadzanie życia tylko do nich to znaczne ograniczanie własnego potencjału, gdy mamy w sobie coś o wiele potężniejszego.