sobota, 25 czerwca 2011

Wszystko płynie




Wszystko płynie. Cały świat jest w ruchu. To, co się nigdy nie zmienia, to to, że wszystko się zmienia.

Życie jest jak rwący potok. Płynie napotykając na kamienie, tamy, mijając góry i doliny. To bezustanna droga. Mozaika, która cały czas się zmienia. Kształtuje ją każde nasze słowo, uśmiech, decyzja, przekonanie. Wpływa na nią każdy z nas, tworząc Jedność, która zawsze jest – ale wciąż wygląda inaczej. To całkowicie naturalne.

Jednak często ludzie chcą zatrzymać rwący strumień życia. Postanawiają stanąć w miejscu i zatrzymać rzeczywistość w jej nieustannej grze zmian. Jak myślisz, co się wtedy dzieje?

Pozostając przy obrazowej metaforze rzeki życia – woda nagle zacznie się gromadzić. Jej naturalny prąd zostaje zaburzony, zaczyna się wylewać bokami, a Tobie zaczyna brakować sił, by trzymać napierającą ścianę wzburzonej piany. Chociaż to miało pomóc – jest na odwrót. Problem, z którym nie chciałeś się rozprawić narasta do rozmiarów pokaźnego tsunami i zaczyna niszczyć wszystko na swojej drodze.

Wszystko toczy się jakimś rytmem – jedna rzecz umiera, by przygotować zaszczytne miejsce dla następnej. Coś się wypala, aby znów zapłonąć, jeszcze jaśniej i goręcej.

Nie możemy w codziennym życiu udawać, że nie widzimy tego zadziwiającego procesu. To wdech i wydech. Śmierć i narodziny. Tu i tam. Zaznajemy Jedności, by poczuć siebie jaką oddzielną część. Doświadczamy głodu, by poczuć sytość.

Nie możemy również przeciwstawiać się tej rwącej rzece. Jeśli widzisz, że coś się kończy, odpuść. Pozwól odejść. Wyciągnij wnioski, podziękuj za ten czas, za wszystkie świetne chwile, za dobro, które wzbogaciło Twoje wnętrze i otwórz się na nową przyszłość.

Jestem przekonana, że kiedy świat odbiera nam coś, to robi to tylko po to, by obdarować nas czymś lepszym. Najprawdopodobniej nie mamy pojęcia jak wspaniale może być.

To się tyczy związków, ludzkiego życia, rytmu dnia, dorastania, wszystkiego.

Tylko my zostaliśmy nauczeni, by zawsze walczyć. By zawsze trzymać kurczowo rzeczy przy sobie. Nigdy nie przestawać zadręczać się przeszłością, która odeszła w dal. Wyobraź sobie wdowę, która dzień po śmierci ukochanego jest wesoła i żyje całkowicie normalnie. Wstaje rano i zaczyna zajmować się swoją zawodową działalnością. Chore? Nie – raczej całkowicie normalne, ale my zostaliśmy zaprogramowani na brak szczęścia, szczególnie w obliczu „takiej tragedii”.

Jesteśmy zbyt bardzo przywiązani do pewnych rzeczy, nie umiemy pozwolić im odejść, bo tak wielkie cierpienie sprawia utrata poczucia bezpieczeństwa. Nie wiemy, że przyszłość może przynieść coś doskonalszego, bo z zasady wszystko dąży do ciągłego rozwoju.

Bądźmy niebem, po którym jak chmury przelatują wydarzenia, uczucia. Przypatrujmy się nim, uczestniczmy w ich egzystencji najlepiej jak potrafimy mając świadomość, że zaraz znikną, by pojawiły się nowsze.

Ostatecznie i tak powrócimy do stanu pełnej ekstazy, oświecenia, miłości i pełnego szczęścia, jeśli tylko zechcemy. Zrozumiemy wtedy, że tak naprawdę nigdy niczego traciliśmy.

Jeśli wszystko jest Jednością, to wszyscy jesteśmy wszystkim. Nie mogliśmy niczego stracić, bo to my byliśmy tą rzeczą.

Tego spokoju przy odpuszczaniu sobie niektórych spraw, pozwoleniu płynąć życiu swoim rytmem sobie i Wam życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz